Kazimierz S.

Autor: Marta Raczyńska-Kruk, Gatunek: Poezja, Dodano: 30 lipca 2017, 21:50:42

Gąsawa, 28 grudnia 1931

 

Zaskrzypiał lufcik, śnieg i drzwiczki od pieca.
Minęliśmy się w progu, gdy stary rok zbierał manatki;
zajrzałaś do sieni – ukradkiem – przynosząc zapach 
igliwia i światło (mój cień samotny jak naparstek).


Uniosłem się ponad dachy; ja, stary krawiec, 
z nogą drewnianą i blizną – pamiątkami z frontu.
Który przed snem liczył duchy, a do snu kładł centymetr,
igły i nożyce (dzieci wy moje drżące, płaczące).

 

Wtem noc przyszła. Oto ulica – jak zmora w lustrze – 
wytrzeszczyła ślepia i czeka: aż buty zrobię na glanc,
aż włosy zaczeszę na gładko, aż skroję ostatni garnitur.
Leżący jak ulał, z pyłkiem kredy i kwiatów;

 

z najlepszej wełny, bo cała ziemia lodem skuta,
i nie na miarę czasów szyty – lecz własnego trupa.

Komentarze (4)

  • Coś wyjątkowo pięknego!

    :)))

  • Niepowtarzalny.

    Ps. Zmieniłabym tylko kolejność w pierwszych dwóch wersach:
    "Zaskrzypiał lufcik, drzwiczki od pieca i śnieg.
    Gdy stary rok zbierał manatki, minęliśmy się w progu"

    usunęłabym "jak" z czwartego wersu
    i śmigasz po nagrody literackie :)))

    serdecznie dziękuję za rzadką przyjemność czytania poezji tutaj :)

  • ...– pamiątkami z frontu.
    Który przed snem liczył duchy... -

    tutaj to przejscie z wesru do wersu jest troszkę niezgrabne. Czyta sie, jakby to front liczył duchy. Lecz - dlaczego by nie... Jest cos co niepokoi w tym przejsciu, ale trudno powiedzieć, że jest to "zdecydowanie złe".


    ... ostatni garnitur.
    Leżący jak ulał, z pyłkiem kredy i kwiatów;

    z najlepszej wełny, bo cała ziemia lodem skuta -

    pyłek kredy z kredy krawieckiej. A pyłek kwiatów? Mamy koniec grudnia, ziemie skuta lodem, kwiaty nie kwitną. Skąd ten pyłek?
    To intrygujace.
    To też dodaje wierszowi klimatu.

    (Być może jeszcze zastanowiłam sie nad drobnymi zmianami, inną kolejnoscią kilku wydarzeń. Np. "wtem noc przyszła" pasowałoby na poczatku drugiej strofy, bo to "Uniosłem się ponad dachy" - prosto z sieni - a później - prace nad strojem i szykowanie się do własnego pochówku, znowu we wnetrzu domu, tworzą trochę bałaganu. Ale może to właśnie tajemnica klimatu wiersza).

  • Dziękuję wszystkim za komentarze i uwagę. Przespałam się z kilkoma myślami o wierszu i dokonuję paru poprawek; Rosa - racja, "jak" jest zbędne w czwartym wersie; Małgorzato - pozmieniałam nieco interpunkcję, wydaje mi się, że jest nieco lepiej. Co do kwiatów - kiedy pogrzeb w grudniu...

    Tak czy owak:

    Zaskrzypiał lufcik, śnieg i drzwiczki od pieca.
    Minęliśmy się w progu, gdy stary rok zbierał manatki;
    zajrzałaś do sieni – ukradkiem – przynosząc zapach
    igliwia i światło (mój cień – samotny naparstek).

    Uniosłem się ponad dachy. Ja, stary krawiec,
    z nogą drewnianą i blizną – pamiątkami z frontu;
    który przed snem liczył duchy, a do snu kładł centymetr,
    igły i nożyce (moje wy dzieci – drżące, płaczące).

    Wtem przyszła noc. Oto ulica jak zmora w lustrze
    wytrzeszczyła ślepia i czeka: aż buty zrobię na glanc,
    aż włosy zaczeszę na gładko, aż skroję ostatni garnitur.
    Leżący jak ulał, z pyłkiem kredy i kwiatów;

    z najlepszej wełny, bo cała ziemia lodem skuta,
    i nie na miarę czasów szyty, lecz własnego trupa.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się