Równonoc

Autor: Marta Raczyńska-Kruk, Gatunek: Poezja, Dodano: 14 stycznia 2016, 10:52:28

Kiedy wróciłam, a było to raptem u schyłku zimy,

myłaś już okna, obrazy, talerz z widokiem na Tiergarten

i zegar po ciotce (w soboty zawsze budził mnie zapach

szarego mydła, ruch w sieni i skrzypienie drzwi).

 

Tamtego dnia, na klepisku pełnym pierza i negatywów

kurzych łap, stanął kredens – stary, ciut pokraczny, przyciężki.

Nadchodziło ocieplenie i płowieć zaczęły fotografie,

listy pisane kredką, duchy i koty prężące się do słońca

 

nieco jeszcze ospale, łagodnie i z rozrzewnieniem;

w ogrodzie zaś kopczyki liści wyznaczały te miejsca,

nad którymi wiosna pochyli się jak matka nad dzieckiem

by dotknąć rozpalonego w chorobie czoła.

 

Nazajutrz spomiędzy ptasich kostek, żeber pieskich

i sarnich (ta sarenka chodziła przy nodze niby pies)

wykiełkowały cicho pamięci: pęknięty kafel, karafka,

dwa fenigi, guzik. Nie było odwrotu, deszcz padał

 

przez tydzień, bez przerwy, na kolana, ręce i powieki,

kiedy po raz pierwszy stawałam przed kimś zupełnie naga.

Czas zatoczył koło; przystroiłaś więc ganek i pokoje,

skąd na kolejne ćwierć wieku, jeden po drugim

 

wymknęli się stróże – postaci z zaśniedziałych luster.

Komentarze (5)

  • A to super, że się "Równonoc" i tu pojawiła, bowiem miło mi temu tekstowi się kłaniać :)
    Jeśli kto kiedy szukał będzie świadectw trwałości kultury literackiej w czasach zamętu - to tu ma exemplum dowodne :)

  • Sama przyjemność. Bardzo mi się podoba.
    Na początku trochę tylko nie rozumiałam KOLEJNEGO wymknięcia się postaci z zaśniedziałych luster. Kolejnego. Tzn, że ich nie było przez dwadzieścia pięć lat. Skoro nikt tam nie stróżował, to kto się wymykał? Ktoś nieobecny?
    Wytłumaczyłam sobie, że ci dziwni stróże, którzy ukrywają się w zaśniedziałych lustrach wymykają się, kiedy lustra są wypolerowane. Kiedy natomiast śniedzieją - stróże, w miarę upływu czasu, po kawałeczku powracają "na służbę".
    I trwa to... dwadzieścia pięć lat! :)

  • Słowniku - mnie również jest miło :)
    Małgorzato - wytłumaczyłaś to sobie bardzo trafnie. Powiedzmy, że każdy ma swoich stróżów, którzy pilnują, aby sprawy potoczyły się w taki a nie inny sposób; niektórym dobrym duchom szczególnie zależy na tym, by opowieść została przekazana dalej... Muszę przyznać, że tekst jest mi bardzo bliski, bo traktuje o momencie przełomowym w moim życiu, do którego lada chwila dojdzie. I myślę, że Babka będzie szczęśliwa, że dopilnowała pewnych spraw. :)

    Pozdrowienia!
    M.

  • Mnie rowniez tekst sie podoba i daje do myslenia. Tylko dlaczego Autorka wybrala wpisujac go do Liternetu gatunek "poezja"? To przeciez najnormalniejsza proza, dosc sztucznie i chyba niepotrzebnie ulozona w strofy przypominajace "mowe wiazana".

  • Fajnie by było mieć twoją książkę na półce.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się