Tryptyk matczyny

Autor: Marta Raczyńska-Kruk, Gatunek: Poezja, Dodano: 31 marca 2017, 15:18:17

 

W zgliszczach czasu istnieją sprawy,

o których nie ośmielam się nawet śnić:

 

 

24 września 1836

 

Wrzesień Roku Pańskiego 1836 jest wietrzny i dżdżysty,

w zabłoconej szosie niebo odbija się różową poświatą,

po czym wpada do okien. Dziecko płacze, zostań – ktoś prosi,

więc zostaję, obserwując duchy zamknięte w pudełku;

 

leżą na miękkiej chusteczce jak w pieluszkach albo całunie.

A kiedy o zmierzchu przepoczwarzają się w płomień świecy,

zaczynam myśleć, że gdzieś już widziałam ich twarze.

 

 

7 lutego 1873

 

Jasno; powietrze tak mleczne i łagodne jak pierś karmiąca.

Ludzie biegną, rychło w czas! – wołają. Ku wiośnie idzie,

ku lepszemu, zaraz rozkwitną prymulki i krokusy.

Wybierzemy się na spacer – za tory, kamień, krzyż.

 

A moje ciało zmęczone połogiem

wygrzewać się będzie w słońcu niby dziki kot; stanę się opowieścią,

która nigdy nie stygnie i nie przestaje rodzić.

 

 

31 października 1930

 

Tyle ciszy, a tyle gwaru; tyle światła, a tyle ciemności.

Siadamy na skraju łóżka, obserwując łebki iskier uderzające o kafle i żeliwo.

Mały ma oczy niebieskie, głębokie – historie piszące się szybko

w kołysce, za oknami, za miastem. Oto matka i syn

 

pochylają głowy nad krajem pełnym cieni, wróżb i znaków.

Milczą nad grobami i stertą fotografii, kiedy nastaje pora zimowa

i knot łapczywiej spija oliwę, a Jezus marznie przy rozstajach.

 

 

W zgliszczach czasu kolej na mnie,

o czym nie ośmielam się nawet śnić.

 

 

 

 

 

Komentarze (6)

  • Litery spalonej karty dają chwilowy wgląd we fragmenty czasu: przypadkowe? znaczące? ważne? nieważne? Niektórzy cenią spotkania ze skazanymi ułomkami tekstu, inni nie. Ja - na tak.

  • Przeczytałem tekst uważnie, bo spodobała mi się taka refleksja zawieszona gdzieś między przemijaniem a dramaturgią dnia codziennego, ze świadomością roli, bez zrozumienia przyczyn, bez pytań i odpowiedzi w splocie z nitką mistyki. Wiersz można jeszcze udoskonalić, bo wygląda mi na jeszcze świeży wypiek:
    "obserwując duchy zamknięte w pudełku" - albo zamknięte w czymś przezroczystym, albo "myśląc o nich", a nie "obserwując je".

  • Podoba mi się to spojrzenie na matczyność. Ładne słowo - matczyność. Inne, niż macierzyństrwo. "W zgliszczach czasu istnieją sprawy...". to prawda. I my, kobiety, powinnysmy mieć nie tylko odwage, żeby o tych sprawach snić, ale także je przeżywać. We wszystkich aspektach.
    "W zgliszczach czasu kolej na mnie..."

    To najważniejsze sprawy.

  • Wszystkim bardzo dziękuję za poświęcenie tekstowi paru chwil.
    Słowniku - lubię przyglądać się tym fragmentom czasu, które pozornie niewiele znaczą. Co chwilę jakieś wygrzebuję. :)
    Бёяєlє - tak, to "świeżynka". Będę jeszcze nad nim pracować, ale chyba nie od razu. Niech poleży chwilę. :)
    Małgorzato - tak, to sprawy, które są ponad wszystko. Coraz więcej o nich myślę i stąd właśnie powyższe refleksje. Miło, że zajrzałaś. :)

  • Czytałam wiersz na innym portalu, na którym sama dałam sobie urlop. Teraz, w tym miejscu, bez tamtych komentatorskich skrzeczących srok i chrapliwie gderających gawronów mogę nad nim pomedytować :) Oraz powiedzieć o nim [wierszu], że bardzo piękny :)))

  • Mi się też bardzo podoba, hm, a szczerze, czytałam parę razy, do wyobrażenia przez rodzę siebie w spokojne światło z takim wdechem z wypływam z wody, ale potem inaczej, -wydaje mi się, i nie kieruję się tym, co napisała Autorka, że wiersz musi moment, nie musi, ale być może za chwilę będzie jeszcze w nim coś istotnego - odleżeć. Co do tryptyk matczyny, ja jakoś nie wprost, mi się matczyny z przymrużeniem oka kojarzy, albo jak ojcowski, właśnie, chyba miało być bliżej ojcowski i to co się nasuwa przy ojcowski.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się